Cóż to jest za myśl,
Co pusto dźwięczy w głowie,
Ciąży jak kamień na sercu,
I nie wyraża się w mowie?

Co sprawia, że kolą jak ciernie,
Te dni płynące jak rzeka,
I każą Ci podjąć czyn jakiś,
Gdy Ty musisz ciągle czekać?

Chociaż zegar wciąż bije,
I czas płynie dalej,
Żyć chwilą teraźniejszą,
Ja nie potrafię wcale…

Toż stało się udręką,
Że ból ten wewnątrz skryty,
Nie może mnie opuścić,
Pomimo prób odbytych!

Pomimo łez wylanych –
Łez z utopijnych krain,
Ten ból jest niepokonany,
I żyje we mnie dalej…
O Rzymie!
Nie jesteś już tym dawnym Rzymem!
Choć świętości Twej dawnej
Szukam tu, i chwały,
Bo posiadasz wciąż w sobie
Jakiś promyk mały –
Co serca rozgrzewa dodając wytchnienia…

Odkrywasz przede mną,
Ten świat nasz, znany, mały,
W którym nie my żyjemy,
Ale żyją wspomnienia…

Dlaczegoż, o śmierci
Nie zamknęła mych oczu?
Bo boli mnie ten widok
I łamie me serce.
Kiedy bym chciała powrócić tam tak wielce,
A teraz, nadziei nawet takiej nie mam…

Gdzie są marzenia,
Które w jednej ręce,
Pomieścić mogłam
Jako małe dziecię?

Świat ten dziecinny
Magią przeplatany,
Odszedł ode mnie,
Razem z marzeniami…

Wspominać mogę
Tej drogi początek,
Kiedy moje życie było takie proste,
Radości dawało czekanie na wiosnę,
Odległe zaś było to życie dorosłe…

Pamiętam dokładnie te pola,
Łąki kwiecia,
Śpiew ptaków w słoneczny poranek wiosenny –
Teraz ta łąka stoi całkiem pusta,
A kwiecie kołysze do snu ten wiatr senny…

To już nie to miejsce,
O potężny Rzymie!
W którym zwykły motyl już nie był motylem,
Ale był zaklętym królewiczem z bajki,
Który przyszedł ze mną się pobawić chwilę!

Ciężar ten przytłacza moje serce smutne,
Które łez wylało więcej niż sama Niobe,
Bo straciłam tutaj kochaną osobę;
Straciłam tu swoją duszę
I chęć życia…

 

 

 

 

 

 

 

Romantyczna