Ktoś kiedyś usiądzie – jak ja teraz siedzę,

Przy oknie, w przepiękny wiosenny poranek,

I otworzy oczy szeroko jak dziecię,

Widząc małe domki – niczym malowane.

 

Widząc błękit nieba skąpany w promieniach,

Płynąc poprzez lazur morza, o łagodnej fali,

Bo do szczęścia przecież tak nie wiele trzeba,

Lecz szczęście nasze dawne, daleko za nami…

 

Słońce się kąpie w błękitnym bezkresie,

I szumi łagodnie zieloniutka trawa,

Wiatr ciepły dokoła śpiewy ptaków niesie,

Ustaje na chwile ta śródmiejska wrzawa.

 

Modlitwa ma wznosi się nad nieba błękity,

I sławi cudowne stworzenie Pana,

Odsuwam się wtedy od okna, powoli,

I w ciszy grobowej zostaję sama…