Podajesz mi truciznę do picia – ja piję,
Wypijam duszkiem za to nasze kruche zdrowie,
Za przyszłość naszą wspólną tak czarną i pustą,
Za szczęście nasze dawno urwane w połowie…

Wznoszę toast za wszystkie noce nieprzespane,
I dziękuję za chwile, gdy mnie ranisz słowem,
Słów słucham w milczeniu jak potulny baranek,
I spokojnie patrzę jak ścinasz mi głowę…

Później piję powoli i bardzo nieśpiesznie,
Trucizna w mych żyłach wolno i łagodnie płynie,
Ja przełykam tę śmierć tak bardzo powolną,
Będziesz musiał dla siebie drugi kielich przynieść.