Ból się odkłada z dnia na dzień – jak strzała,
Która się wbija w pierś nagle i wściekle,
Strzała wyjęta z mej zany została,
Ale trucizna wciąż razem z krwią cieknie.

Mierzyłeś słowa we mnie bezlitośnie,
I naciągałeś kłamstwa na cięciwę,
Cięciwa drżała niemalże bezgłośnie,
Nasłuchiwałeś czy ja jeszcze żyję.

Łuk zadrżał lekko, Ty patrzyłeś chciwie,
Kiedy Twój sztylet w serce me się wwierci,
Strzała wiruje w powietrzu po krzywej,
I trafia we mnie, raniąc mnie – do śmierci…