Archiwum dla Październik, 2013

Mały Książę i Lis

 

Odchodzisz lecz jutro wrócisz o tej samej porze.
Na razie smutno mi i pusto przyjacielu.
Żegnają ciebie złote kłosy na drodze,
Dla mnie nie jesteś tylko jednym z wielu.

Gdy wrócisz jutro znów mnie tu zastaniesz,
Twój powrót to rytuał dla mnie, wielkie święto.
Ty wynagrodzisz me oczekiwanie,
Sprawisz mi radość i uciechę wielką.

Od rana zacznę odliczać godziny,
Które się dłużyć będą tak nieznośnie,
Lecz wiem, że wrócisz przyjacielu miły,
Dlatego radość ciągle we mnie rośnie.

Ja niecierpliwy czekam tu bez przerwy,
Czas się rozlewa i jak morze płynie.
Chociaż o czwartej mam się z Tobą spotkać -
Jestem szczęśliwy o trzeciej godzinie.

Poczekam jeszcze tylko minut kilka,
Jak lata ciągną się długie godziny,
Dla innym jesteś tylko zwykłym chłopcem,
Dla mnie – wyjątkowy, wspaniały, jedyny!…

Oswój mnie przyjacielu, poświęć mi trochę czasu,
Daj mi swą miłość, opiekę i troskę,
Warto było czekać tutaj tyle czasu,
Szumią kłosy, Ty wracasz…
Radość w sercu rośnie!…

 

Koci Smutek

 

 

Niby to nie-smutek. Nie, smutek to nie jest.
Chociaż coś w głębi drażni mnie i nęci,
Coś co mi smutek bardzo przypomina,
I serce dręczy krążąc w mej pamięci.

Przecież dzień zwykły jest, chłodny, jesienny,
Na żaden smutek nawet nie mam chęci,
Smutek się jednak ze mną nie rozstaje,
Jak kot mnie drapie, kręci się i wierci.

Czasem ugryzie bardzo delikatnie,
Czasem do serca łagodnie przymili,
Za nic się jednak ze mną nie rozstaje,
Nie da otuchy chociaż jednej chwili.

Łasi się do mnie i okiem swym mruga,
I w mych ramionach mruczy wciąż i skacze,
Łagodnie spływa po moich policzkach,
On lekko drapie, a ja cicho płaczę…

 

Strata Przyjaciela

 

 

Nie ma Ciebie Kochanie,

Tak łagodne i słodkie,

Wróciłam do domu w ten mroźny poranek,

Tak mi brakuje teraz tu Ciebie nieznośnie,

Nie przypuszczałam, że Cię nie zastanę.

 

Zgasłeś nagle, jak płomyk

Opadłeś powoli,

W swej słodkości cichym boskim absolucie,

Nie wiedziałam nawet jak bardzo to boli,

Teraz łapię czas w dłonie – co bezpowrotnie uciekł…

Byłeś piękny i wierny, ma pociecho codzienna,

Nie mogłabym przeżyć nawet dnia bez Ciebie,

Byłeś dla mnie wszystkim, radością nadzieją,

Teraz pewnie gdzieś fruwasz z aniołami, w niebie…

 

To Ty odmieniłeś me życie na lepsze, dałeś mi wiarę i nadzieję, odnajdź drogę do niebiańskiej radości, bo ja nie potrafię – kocham Cię, będziesz na zawsze w mym sercu, dziękuję za wszystko <3  [*]

 

Kwadrans

 

 

Liczysz kwadrans tak jak niegdyś liczę ja,

Kiedyś te minuty pragnąc Tobie dać,

Dawniej czuję to co czujesz teraz Ty,

Wcześniej też wylewam tutaj słone łzy.

 

Przeszłość tak odległa prawdą dzisiaj jest,

Zegar się roztopił czas rozlał jak rtęć,

Kiedyś idę tak jak idziesz teraz Ty,

Dawniej myślę, że Ty też dziś musisz iść…

 

Stare Rany

 

 

To wszystko nieprawda, zwykły fałsz i bezsens!
- Zaklinał po raz setny patrząc w moje oczy,
Wiesz że to tylko niepotrzebny stres jest,
To on zawsze pozwala granicę przekroczyć…

Przecież mu wierzę, wiem że mnie nie chciał zranić,
Że nie chciał w me serce wbić noża ani razu,
Jednak wciąż czuję jak bolą te słowa,
Gdy nazwał TO bezsensem, zwykłą stratą czasu…

Teraz już złość minęła, wszystko się układa,
Miłość nasza cudowna jest niczym marzenie,
Lecz czemu – pytam – czemu za tak wielkie rany,
Takie niewielkie zadośćuczynienie?…

Ja mu wybaczam i to całkowicie,
Nie kryję do niego już żadnej urazy,
Lecz samo wspomnienie ruinuje me życie,
A słowa wciąż bolą jak zadane razy…

Chociaż minęło już tak wiele czasu,
Pomimo wszystko muszę o tym wspomnieć,
Rana zagoić się może od razu,
Ja mogę wybaczyć -
Ale nie zapomnieć…

 

Trucizna

 

 
Podajesz mi truciznę do picia – ja piję,
Wypijam duszkiem za to nasze kruche zdrowie,
Za przyszłość naszą wspólną tak czarną i pustą,
Za szczęście nasze dawno urwane w połowie…

Wznoszę toast za wszystkie noce nieprzespane,
I dziękuję za chwile, gdy mnie ranisz słowem,
Słów słucham w milczeniu jak potulny baranek,
I spokojnie patrzę jak ścinasz mi głowę…

Później piję powoli i bardzo nieśpiesznie,
Trucizna w mych żyłach wolno i łagodnie płynie,
Ja przełykam tę śmierć tak bardzo powolną,
Będziesz musiał dla siebie drugi kielich przynieść.

 

Łucznik

 

 

Ból się odkłada z dnia na dzień – jak strzała,
Która się wbija w pierś nagle i wściekle,
Strzała wyjęta z mej zany została,
Ale trucizna wciąż razem z krwią cieknie.

Mierzyłeś słowa we mnie bezlitośnie,
I naciągałeś kłamstwa na cięciwę,
Cięciwa drżała niemalże bezgłośnie,
Nasłuchiwałeś czy ja jeszcze żyję.

Łuk zadrżał lekko, Ty patrzyłeś chciwie,
Kiedy Twój sztylet w serce me się wwierci,
Strzała wiruje w powietrzu po krzywej,
I trafia we mnie, raniąc mnie – do śmierci…